Nick Rhodes: dla mnie Bondem zawsze będzie Sean Connery


Koncertowaliście wcześniej w Warszawie albo w Polsce?

Nie, nigdy. W połowie lat 90-tych ja i Simon byliśmy jedynie w Warszawie promując płytę "Thank You". Prawdę mówiąc, nie możemy się doczekać występu w Polsce. Mam nadzieję, że następnym razem będzie nam dane odwiedzić też inne miasta.

Jakie miejsca macie zamiar odwiedzić w czasie swojego pobytu w Polsce?
Do Warszawy przylatujemy w piątkowe popołudnie a wyjeżdżamy w niedzielę rano. Niestety, będziemy mieli bardzo mało czasu na wycieczki, ale postaramy się znaleźć parę godzin, by zobaczyć miasto i poznać nieco kulturę. Chcielibyśmy zostać dłużej, ale jesteśmy w trakcie prac nad kolejną płytą, więc musimy wracać do studia.

Jak doszło do powtórnego zejścia w oryginalnym składzie?
Przez lata wiele osób chciało takiego zejścia, my również to rozważaliśmy, ale ten właściwy czas nadszedł dopiero w 2001 roku. John, Simon i ja spotkaliśmy się w Los Angeles. Byliśmy bardzo ciekawi, czy między nami wciąż jest ta sama muzyczna chemia, co będziemy czuli w trakcie wspólnych występów. Nie byliśmy tego pewni dopóki nie podłączyliśmy instrumentów. Okazało się, że wszystko wciąż gra jak kiedyś.

Jak było na Live 8 w zeszłym roku? Co sądzicie o tej inicjatywie i koncercie? Czym różniła się ta impreza od Live Aid z 1984 roku?
Zdecydowaliśmy się zagrać w Rzymie. Impreza była wyjątkowa, na dodatek to był jeden z najgorętszych dni tego lata. Od razu po występie polecieliśmy do Danii, gdzie wraz z Green Day zagraliśmy na Roskilde Festival. Będąc szczerym, wszystko co wydarzyło się w ciągu tych 24 godzin zlało się w jedną niewyraźną plamę, ale myślę, że koncert okazał się sukcesem, bo spełnił swoje zadanie.

Live 8 znów zwróciło uwagę ludzi na tragedię ludzi w Afryce, czego efektem było umorzenie wielu długów afrykańskich państw. Sama impreza było inna niż Live Aid w 1984 roku. Live Aid było pierwszym przedsięwzięciem tego typu, w którym artyści wzięli udział na taką skalę. Tego dnia występowaliśmy w Filadelfii. Pamiętam, że atmosfera była absolutnie wyjątkowa. Czuło się, że w tym momencie tworzy się historia. Live Aid było naprawdę imprezą globalną. W porównaniu Live 8 dla mnie było wydarzeniem bardziej europejskim.

Przyjeżdżacie do Polski na zaproszenie Telekomunikacji Polskiej - największego operatora telekomunikacyjnego w kraju. Wasz koncert będzie częścią promocji nowej jakości w zakresie komunikacji, przesyłania danych i dostępu do rozrywki. Jak zapatrujecie się na najnowsze zdobycze techniki?
Duran Duran zawsze zainteresowane było wszelkimi technologicznymi nowinkami, co zresztą słychać w naszej muzyce i widać na naszych teledyskach. De facto, byliśmy pierwszym wykonawcą, który w 1997 roku zaoferował sprzedaż muzyki w Internecie. Wykorzystujemy go od samego początku. Staramy się, by nasza strona internetowa www.duranduran.com zawsze była "na czasie".

Możesz coś więcej powiedzieć na temat Waszego najnowszego projektu "Second Life"?
Jeszcze w tym roku zamierzamy uruchomić wirtualny świat Duran Duran, który dostępny będzie na stronie www.secondlife.com. Po raz pierwszy zainteresowaliśmy się tym projektem kilka miesięcy temu. Przygotowaliśmy już nasze awatary a obecnie pracujemy nad powstaniem czterech wysp. Wszyscy goście naszego świata są mile widziani. Będą mogli nas tam zobaczyć oraz posłuchać koncertu, który zamierzamy dać za kilka miesięcy.

Jesteście autorami jednej z najlepszych bondowskich piosenek - "A View to a Kill". Wciąż jesteście fanami agenta 007? Co myślisz o wyborze Daniela Craiga do tej roli?
Możliwość napisania piosenki do filmu o Jamesie Bondzie to naprawdę coś wyjątkowego. Obrazy tego cyklu są ważną częścią naszej popkultury. Cała piątka Duran Duran to fani Bonda. Uważam, że Daniel Craig w tej roli to dobry wybór. Dla mnie osobiście Jamesem Bondem zawsze będzie Sean Connery, ale pozostali odtwórcy również świetnie wpasowali się w tę postać. Ogromnie ciekaw jestem co wniesie do niej Daniel Craig.

Duran Duran, Pet Shop Boys, czy Depeche Mode to świetne przykłady na to, że zespoły, które powstały ponad 20 lat temu wciąż mogą konkurować z młodymi gwiazdami. Co sądzisz o dzisiejszych idolach?
Uważam, że obecnie muzyka znów zaczęła być interesująca. Lata 80-te charakteryzowały wielką kreatywnością. Każdy zespół, każdy wykonawca miał wypracowane własne brzmienie, własny styl. Od The Police i U2 po INXS, Prince'a, Madonnę, The Cure, The Smiths czy Duran Duran. Myślę, że w latach 90-tych za sprawą hip-hopu czy muzyki klubowej mieliśmy pewną stagnację. Popularność programów typu "łowcy talentów" na pewno nie pomogła artystom próbującym stworzyć coś nowego. Na szczęscie pojawiły się zespoły typu Scissor Sisters, The Killers albo Goldfrapp, którzy mają ciekawe pomysły i potrafią pisać świetne piosenki.

Czy macie obecnie jakichś swoich muzycznych faworytów? Czego słuchacie?
Myślę, że w ciągu ostatnich paru lat pojawiło się kilka znakomitych płyt. Bardzo podoba mi się album Kanye Westa oraz wszystkie trzy krążki Goldfrapp. Ostatnio zwróciłem uwagę na Outkast, Pharrella Williamsa, Justina Timberlake'a, Cat Power oraz Kasabian.

Czego możemy spodziewać się w programie Waszego warszawskiego koncertu?
Ponieważ nie graliśmy wcześniej w Polsce, myślę, że uda nam się wyważyć odpowiednie proporcje między starym materiałem a zupełnie nowymi piosenkami. Będzie także kilka niespodzianek.

Dziękuję za rozmowę


(Janusz Czajka)
źródło: www.wp.pl (19 września 2006), fot. duranduran.com