Pierwsi amatorzy pikniku przyszli na tor wyścigów konnych już o godz. 13. Przed koncertem brytyjskich gigantów new romantic czekało jeszcze wiele niespodzianek. Można było zwiedzić "dom przyszłości" - futurystyczną multimedialną prezentację nowości telekomunikacyjnych, poskakać na bungee i przejechać się segway'em - rewolucyjnym dwukołowym pojazdem. Dużą popularnością cieszył się też "zorbing", czyli przejażdżka wewnątrz stukilowej przezroczystej, dmuchanej kuli.
- Nareszcie mogłam poczuć się jak mój chomik - śmiała się studentka Agata Grabowska. Niestety, przed atrakcyjnymi stanowiskami nieodmiennie ustawiał się kilkunastometrowy ogonek. A ponieważ zamknięto je już o godz. 18, wielu amatorów ekstremalnych doznań odeszło z kwitkiem.
- To niesprawiedliwe - żaliła się Krystyna Marzec. - Przyjechaliśmy z dziećmi specjalnie z Poznania i już się nie załapiemy!
O godz. 17 ostatni raz przed zapowiedzianą przerwą wystąpiły popularne siostry Sistars. Potem zagrał Myslovitz.
- Oszczędzajcie dłonie i inne części ciała na aplauz dla Duran Duran, którzy są już wykąpani, ufryzowani i gotowi na występ przed swoją ulubioną, jak twierdzą, polską publicznością - zagrzewał prowadzący imprezę dziennikarz Marcin Prokop. Brytyjska gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie tuż po godz. 20. Widownia szalała. Zgromadzeni pod sceną machali polskimi flagami z wypisaną nań nazwą zespołu. Publiczność rozkładała się też na kocach lub kartonach przed telebimami. Niektórzy tańczyli, a grupki najwierniejszych fanów wtórowały głośno wokaliście Simonowi Le Bon:
- Please, please tell me now! - niosło się po Służewcu.
Dwudziestoletnia Joanna Brzezińska na koncert zabrała swoją mamę Grażynę.
- To właśnie mama zaraziła mnie miłością do Duran Duran. A dzisiaj ma urodziny, to najlepszy prezent - cieszyła się. Dwie godziny później imprezę zakończył z wielkim hukiem pokaz sztucznych ogni puszczanych przez organizatorów z lotniska Okęcie.
(Magdalena Dubrowska), Gazeta Wyborcza 25.09.2006, fot. duranduran.com